List otwarty podpisany przez przedstawicieli Bloku 4806, panów Do Nam Hai (z Hanoi), Tran Anh Kim (z Thai Binh) oraz księdza Nguyen Van Ly (z Hue) informuje społeczność międzynarodową o eskalacji w ciągu ostatnich dwóch miesięcy represji wobec ludzi wierzących i działaczy demokratycznej opozycji w Wietnamie.
Autorzy listu wymieniają liczne akty bezprawia, np.:

Pastor Nguyen Cong Chinh, kierujący pracami jednego z kościołów protestanckich w Tay Nguyen, stracił dom w wyniku milicyjnej akcji sprzed dwóch lat. Służby bezpieczeństwa zburzyły wówczas około 400 domów duchownych chrześcijańskich i działaczy religijnych. Od tego czasu milicja regularnie nachodzi kolejne domy, w których znajduje gościnę pastor Nguyen Cong Chinh i jego rodzina, nakłada wysokie kary pieniężne za „pomaganie wrogowi" i zmusza rodzinę pastora do wyniesienia się. W ciągu roku po zburzeniu ich domu rodzina pastora 23 razy zmieniła miejsce pobytu. Rok temu, od 23 maja, rodzina Nguyen Cong Chinh znalazła dach nad głową w domu państwa Nguyen Thanh Son, ogromnie mało podatnych na zastraszenie. Od tego czasu 51 razy przeprowadzono w tym domu dokuczliwe rewizje, za każdym razem wyprowadzając z niego rodzinę pastora, która wbrew zakazowi powraca. Od 1999 roku pastor nie ma żadnych dokumentów, bowiem jego dowód osobisty zatrzymała milicja.

List przytacza wiele podobnych przypadków.

****
Od 2001 roku nasila się praktyka aresztowań duchownych i aktywnych wiernych, przeprowadzanych dla efektu w dramatycznych okolicznościach: w środku nocy wojsko lub milicja otacza dom, wchodzi do środka i wyprowadza zatrzymanego skutego i z zawiązanymi oczami po czym wywozi go w nieznane miejsce. Aresztowano w ten sposób już kilka tysięcy ludzi.
Szczególnie ponurą sławą cieszy się obóz T20 w Gia Lai, w którym przetrzymywani są więźniowie sumienia.

****
Znany działacz opozycji demokratycznej, pan Do Nam Hai, został ukarany grzywną w wysokości 20 milionów dongów za „przechowywanie w celu rozpowszechnienia wydawnictw niedozwolonych na terenie SRW". Milicja znalazła w jego mieszkaniu 12 kserokopii książeczki, wzywającej do referendum w sprawie przyszłości Wietnamu. Pan Do Nam Hai odmówił zapłacenia kary, bezpieka wydaje się tym zaskoczona.

****
O 6.30 rano 30 czerwca 2006 roku, 12 funkcjonariuszy dokonało rewizji w mieszkaniu pana Nguyen Thanh Giang, znanego opozycyjnego pisarza. Podczas rewizji dom otaczało kilkudziesięciu uzbrojonych milicjantów.

W wyniku przeszukania skonfiskowano 33 egzemplarzy książeczki autorstwa Nguyen Thanh Giang. Pisarz odmówił podpisania protokołu rewizji, za to na marginesie podsuniętego mu druku napisał oświadczenie głoszące, iż uważa incydent za pogwałcenie praw ludzkich i obywatelskich.
Dwa lata temu Ton Van Anh i Robert Krzysztoń z Polski uczestniczyli w konferencji, zorganizowanej w Paryżu przez Wietnamski Komitet Praw Człowieka. Podczas konferencji odtworzono nagranie wystąpienia pana Nguyen Thanh Giang. Zebrani usłyszeli więc sygnał telefonu, następnie „halo" wypowiedziane przez pana Nguyen Thanh Giang, słowa powitania ze strony przedstawicielki Komitetu i ... miły, damski głos, powtarzający: „prosimy o cierpliwość, w tej chwili połączenie nie może być realizowane".

Wyraźnie widać, że w obecnym Wietnamie władze komunistyczne bez skrupułów masakrują ludzi, o których sądzą, że informacja pozostanie w wąskim kręgu, mają natomiast problem z tym, jak postępować z dysydentami o znanych nazwiskach.

Jest to element propagandy rzekomej „liberalizacji" reżimu, starającego się o wprowadzenie Wietnamu do Światowej Organizacji Handlu. Istota totalitaryzmu, jeżeli się zmieniła, to na gorsze. Przypomnijmy, że na X zjeździe Partii wycięto w pień zwolenników umiarkowanych koncesji na rzecz społeczeństwa. W konsekwencji tych przemian nowym premierem SRW został Nguyen Tan Dung, nadzorujący służbę bezpieczeństwa w regionie Tay Nguyen (o którym sporo piszemy) w okresie od 2001 roku, a więc pacyfikator dwóch, w 2001 i w 2004 roku, zrywów wolnościowych w tym regionie.

****

19 czerwca przyjechała do Sajgonu grupa 50 kobiet z miasteczka Ben Tre, aby zaprotestować przeciwko odbieraniu rolnikom ziemi.

Manifestowały, spacerując po mieście w kapeluszach opatrzonych napisami „sprawiedliwość dla chłopów". Milicja nie interweniowała, ponieważ rzecz działa się w obliczu turystów, manifestantki zostały jednak otoczone szczelnym kordonem tajniaków, którzy pilnowali, aby nikt nie robił zdjęć. Turyści, fotografujący protest byli zatrzymywani przez umundurowanych milicjantów, w obecności których musieli wykasować zdjęcia. Przy pomocy telefonu komórkowego sfotografował pikietę pan Le Tri Tue, ponieważ jest Wietnamczykiem, został pobity na rogu ulic Ly Tu Trong i Nam Ky Khoi Nghia i odtransportowany do aresztu gminy nr 4. Siedzi tam nadal i jest poddawany przesłuchaniom. Mimo środków ostrożności ze strony władz, zdjęcia protestu istnieją, są m.in. w naszym posiadaniu.

* * * *

Jednym z najbardziej nabrzmiałych problemów ostatnich lat w Wietnamie jest odbieranie chłopom ziemi. Bywa to forma represji, bywa to zwykła kradzież dokonywana przez urzędników państwa. Z pewnością należy to traktować jako element nowej polityki odejścia od „socjalistycznej odnowy - doi moi".

Poszkodowani z całego kraju składają wnioski o przywrócenie ich praw własności w siedzibie centralnych władz Partii przy ogrodzie Mai Xuan Thuong w Hanoi. Wobec tego ogród ów od rana wypełniają setki chłopów, czekających na możliwość złożenia podania. Odwołań od decyzji administracyjnych nie przyjmują żadne urzędy, podobnie sądy w ogóle nie przyjmują pozwów w tych sprawach. Tłum, wypełniający ogrody Mai Xuan Thuong stał się już ważnym elementem społecznej wyobraźni Wietnamczyków.

Wiele osób podejmuje indywidualne akcje protestacyjne, co nie robi na władzach najmniejszego wrażenia. Problemy zaczynają się dopiero kiedy ktoś zaczyna reprezentować większą grupę. Stało się tak w przypadku pana Tran Van Dung, którego do reprezentowania ich upoważniła duża grupa sąsiadów. Wobec braku drogi prawnej pan Tran Van Dung opublikował dane spraw za pośrednictwem Internetu. 13 czerwca w jego domu odbyła się rewizja, podczas której milicja skonfiskowała wszystkie papiery powierzone mu przez okradzionych chłopów a wobec niego rozpoczęto działania prokuratorskie z artykułu 258 kodeksu karnego, który mówi o „nadużyciu swobód demokratycznych w celu szkodzenia interesom państwa i kierujących nim organizacji".

W podobnej sytuacji są chłopi, których ziemię skonfiskowano w ramach kolektywizacji rolnictwa po 1954 na północy i 1975 na południu. Nie istnieje podstawa prawna dla ich roszczeń, ani sądy ani administracja w ogóle się ich żądaniami nie zajmują. Było tak w przypadku rodziny pani Bui Thi Chinh, która straciła cały majątek. Ponieważ członkowie rodziny nie ustawali w protestach i podejmowali próby odzyskania swojego dziedzictwa, zaczęli być traktowani jako wrogowie ludu i poddani inwigilacji i szykanom. Zaszczucia tego nie zniosła 45 -letnia pani Bui Thi Chinh, która opisała w liście otwartym dzieje swojej rodziny po czym popełniła samobójstwo, traktując to jako ostateczną formę protestu.
* * * *

Po długich staraniach udało się uzyskać w USA azyl polityczny dla kilkorga Wietnamczyków oraz zgodę reżimu na opuszczenie przez nich kraju. Wszyscy oni należą do grupy represjonowanych z powodów religijnych. Są to:

- pastor Nguyen Lap Ma, 69 lat, były przełożony kościoła luterańskiego w południowo - zachodnim Wietnamie. Od 1976 roku był wielokrotnie zatrzymywany i aresztowany, wreszcie, w 1980 roku zmuszony do opuszczenia kościoła w Can Tho, skazany za działalność antypaństwową wraz z rodziną na osiedlenie w „nowym rejonie gospodarczym" Long My. Cała rodzina nie posiada od tego czasu dowodów osobistych, a dwoje jej najmłodszych członków nawet aktów urodzenia. Pastor cierpi obecnie na zaburzenia pamięci i na chorobę Parkinsona.
- pastor Nguyen Chat Thong, 55 lat, w 1976 roku objął funkcję administratora kościelnego regionu Mui Ne. Władze nie zezwoliły na to, postawiły dodatkowo duchownemu zarzut przechowywania listów z zagranicy, zawierających „treści antyrewolucyjne". Pastor wraz z rodziną został skazany na osiedlenie w „nowym rejonie gospodarczym". W miejscu odosobnienia postawiono mu zarzut „nielegalnego głoszenia Ewangelii", jego synowie zostali wyrzuceni ze szkoły a najstarsza córka nie może znaleźć żadnej pracy. Pastor jest poważnie chory na serce, ma kłopoty z poruszaniem się i ciężko choruje na oczy.

- pan Trinh Van Men był w 1975 roku słuchaczem katolickiego seminarium duchownego w My Tho. Zwycięscy komuniści zamknęli seminarium a słuchaczy rozgonili. Pan Trinh Van Men ożenił się po pewnym czasie z córką dawnego urzędnika administracji Wietnamu południowego, małżeństwo to nigdy nie zostało oficjalnie uznane za związek, władze odmówiły sporządzenia aktu małżeństwa. W 1989 roku pan Trinh Van Men wraz z synem uciekli do Tajlandii, gdzie poprosili o azyl polityczny. Odmówiono im i deportowano do Wietnamu. Po deportowaniu w 1994 roku wobec pana Trinh Van Men i jego rodziny podjęto dalsze represje, tym razem pod zarzutem „nielegalnej działalności religijnej w obozach dla uchodźców na terenie Tajlandii".

- Prawo azylu uzyskali także dwaj siostrzeńcy legendarnego księdza katolickiego Tadeo Nguyen Van Ly, który praktycznie całe dorosłe życie spędza w komunistycznych więzieniach. Siostrzeńcy byli kilka lat temu skazani za ujawnienie informacji o kolejnym aresztowaniu księdza. Wyszli na wolność wskutek amnestii rok temu. Azyl uzyskał także bliski współpracownik księdza, pan Hoang Trong Dung.

Decyzja o udzieleniu azylu w USA tym osobom jest skutkiem kilkuletnich starań „Boat poeple SOS" i Międzynarodowego Komitetu Praw Człowieka.

Wyjaśnienia wymaga pojawiające się w tej informacji określenie „specjalny rejon gospodarczy". Są to miejsca o szczególnie trudnych warunkach naturalnych, w których osiedla się przymusowo „wrogów ludów". Mają oni za zadanie wybudować sobie domy i stworzyć postawy bytowe. Jest to więc forma zesłania.

* * * *

16 czerwca grupa amerykańskich kongresmanów: Loretta Sanches, Chris Smith, Frank Wolf, Zoe Lofgren, wystosowała list, wyrażający zaniepokojenie działaniami administracji George´a Busha mającymi na celu normalizację stosunków gospodarczych z Socjalistyczną Republiką Wietnamu. „Normalizacja gospodarcza z Wietnamem jest naruszeniem podstawowych zasad istnienia USA" - piszą kongresmani.

Przypomnijmy, że USA sugerują ostatnio gotowość normalizacji stosunków z Wietnamem i wsparcia starań Wietnamu o członkostwo w WTO w zamian za przymierze antychińskie. Niepokojący jest zupełny brak, poza symbolicznymi gestami, problematyki praw człowieka w polityce amerykańskiej wobec Wietnamu.

****

Trwa akcja nękania znanych wietnamskich opozycjonistów:

- Znany prawnik i dysydent Nguyen Van Dai opublikował na stronach internetowych BBC artykuł o drodze Wietnamu do demokracji. Został zatrzymany na krótko przez służbę bezpieczeństwa i przesłuchany wspólnie przez SB, przedstawicieli lokalnych władz partyjnych, Ligi Kobiet, Związku Kombatantów, Związku Młodzieży, Stowarzyszenia Prawników. Tego rodzaju „przesłuchania" są jednak zupełną nowością, choć zdawałoby się, że trudno w tej dziedzinie coś jeszcze wymyślić.

Artykuł w BBC nie stał się na razie podstawą formalnych zarzutów, zatrzymanie i „przesłuchanie" nie miały więc podstawy prawnej.

- Znany działacz opozycji Hoang Minh Chinh jest całkowicie izolowany od kontaktów ze światem, choć formalnie nie orzeczono wobec niego „aresztu domowego". Hoang Minh Chinh jest ciężko chory, ma trudności z poruszaniem się i nie opuszcza domu, dom zaś jest obstawiony przez funkcjonariuszy SB i milicji, którzy nie pozwalają nikomu tam wchodzić. Ostatnio pierścień obstawy przybliżono, tajniacy stoją dokładnie 5 metrów od domu, legitymując, spisując i zawracając potencjalnych gości sędziwego opozycjonisty.

Przypomnijmy, że Hoang Minh Chinh po długich staraniach, wyjechał niedawno do USA na leczenie. Władze miały zapewne nadzieję, że się go pozbędą, ale Hoang Minh Chinh po przebytej kuracji wrócił do kraju. Od tego czasu jest całkowicie izolowany, a stan jego zdrowia znów się pogarsza.

- 28 maja w Hanoi odbyło się spotkanie kilku czołowych działaczy opozycji demokratycznej. Spotkanie odbyło się przy kolacji w małym barze. Bar był obstawiony przez SB, obserwowano wszystkich uczestników narady przed i po spotkaniu. Pan Tran Khue z Sajgonu został kilkakrotnie zatrzymany w drodze, spędził w areszcie milicyjnym całą jedną noc. Pan Tran Anh Kim został zatrzymany pod barem, kiedy wychodził ze spotkania, ubecy usiłowali wcisnąć mu do kieszeni 200 000 Dongów (niecałe 20 dolarów, miesięczną, dobrą pensję Wietnamczyka) ten jednak wyrzucił pieniądze z kieszeni. Milicja nakazała mu opuścić Hanoi, udał się więc do rodzinnej miejscowości Thai Binh. Przy okazji ubecy zarekwirowali mu siedem tomów pamiętników z wojen, w których walczył.

- W domu pana Nguyen Dan Que, zwolnionego niedawno z więzienia w ramach amnestii, służba bezpieczeństwa przeprowadziła rewizję. Podczas rewizji ubecy straszyli rodzinę pana Nguyen Dan Que, mówiąc, że wiedzą, że nie zaprzestał działalności, wyliczając „wrogów´ z którymi wciąż się kontaktuje i grodząc konsekwencjami. Przez cały czas żądali rozmowy z panem Nguyen Dan Que, ten jednak zamykał się w pokoju i odmawiał otwarcia drzwi. Po krótkim czasie funkcjonariusze zrezygnowali.

- Rośnie bardzo szybko grupa działaczy opozycji demokratycznej, którzy podejmują jawną działalność. Ich nazwiska, przede wszystkim dzięki Radiu Wolna Azja i mediom emigracyjnym, szybko stają się powszechnie znane, co na razie studzi chęć władz do rozprawiania się z nimi z pełną brutalnością. Ludzie ci są jednak inwigilowani 24 godziny na dobę, notorycznie przerywane są ich rozmowy telefoniczne, po czasie potrzebnym do stwierdzenia z kim rozmawiają. O fakcie nieustannej inwigilacji, przy użyciu groteskowo dużej liczby tajniaków poinformowali ostatnio pan Nguyen Khac Toan i panie Duong Thi Xuan oraz Phuong Anh. Ponieważ inwigilacja jest stała, nie wyrywkowa, a dotyczy naprawdę dużej liczby osób, opozycjoniści wyrażają niepokój z powodu marnowania państwowych pieniędzy i czasu funkcjonariuszy.

* * * *

Zaostrza się akcja represji wobec członków wspólnoty rzymsko-katolickiej w mieście Thanh Hoa. Wspólnota istnieje od 1999 roku, nie ma księdza i nie ma kościoła. Korzystają oni z opieki duszpasterskiej duchownych z sąsiednich miast. Nie ma, oczywiście, mowy o postawieniu choćby skromnej kaplicy.

Przez 5 lat władze ograniczały się do mnożenia przeszkód formalnych, ale nie posuwały się do represji wprost. Sytuacja zmieniła się na wiosnę tego roku.

9 kwietnia uczestników modlitwy w mieszkaniu prywatnym wygarnęła milicja, odwiozła do urzędu miasta, gdzie zabroniono im organizowania jakichkolwiek spotkań z okazji Wielkiej Nocy. Wierni nie podporządkowali się zakazowi, 16 kwietnia, w pierwszy dzień Świąt spotkali się na modlitwie. Milicja nie interweniowała, za to następne spotkania w dniach 23 i 30 kwietnia oraz 7 maja były rozbijane z rosnącą brutalnością, kończyły się zatrzymaniem uczestników, przesłuchaniami i pobiciami.

14 maja po kolejnym rozbiciu spotkania aresztowano panów Nguyen Trung Ton, Nguyen Viet Thang oraz trzyosobową rodzinę gospodarzy spotkania. W komisariacie, prowadzący przesłuchania oficer poinformował ich, że nie mogą powoływać się na legalność Kościoła katolickiego w Wietnamie ponieważ „w osiedlu Thien Vien religii katolickiej nie ma". Zatrzymani zostali pobici.

4 czerwca doszło do bardzo brutalnej ingerencji w czasie kolejnego spotkania wspólnoty. Milicja zatrzymała zgromadzonych, pobito ich, w tym panów Le, Duc, Nhan bardzo ciężko. Zatrzymani zostali zmuszeni do złożenia na piśmie relacji ze spotkania. Milicja skonfiskowała cztery rowery należące do wiernych i wydała „oficjalny zakaz" przychodzenia do mieszkania, w którym zwykli spotykać się katolicy.

11 czerwca spotkanie się nie odbyło, ale 18 czerwca odbyło się ponownie, wbrew zakazowi. Wszystkich uczestników spotkania zatrzymano w areszcie komisariatu, pozbawiając ich przez dobę jedzenia i napojów, bijąc. Panowie Nguyen Trung Ton, Hac Ngoc Si zostali pobici bardzo ciężko, aż do powstania widocznych ran. Po opuszczeniu komisariatu sporządzili fotograficzną dokumentację zajścia i śladów bicia i przekazali ją za granicę.

* * * *

W Dong Thap doszło do kolejnego spięcia między władzami a buddystami ze Stowarzyszenia Hoa Hao. 24 maja milicja wtargnęła na spotkanie wiernych planujących wspólne obchody ważnego buddyjskiego święta, przypadającego 16 czerwca. Wierni zostali pobici, wiele osób aresztowano.

30 maja grupa 16 osób podjęła głodówkę protestacyjną w mieszkaniu pana Nguyen Van Tho. Mieszkanie otoczono ścisłym kordonem milicji, nikogo nie dopuszczono nawet w pobliże miejsca głodówki. 3 czerwca trzy kobiety straciły przytomność, SB nie pozwoliła zawieźć ich do lekarza.

Przez cały czas protestu nie można było skontaktować się z jego uczestnikami, w gdyż cała dzielnica „straciła zasięg" telefonów komórkowych.

Głodówka trwała 11 dni i - nieoczekiwanie - zakończyła się sukcesem. Władze pozwoliły buddystom na modlitwę z okazji święta.

Jest to tym bardziej zaskakujące, że stowarzyszenie Hoa Hao odgrywało istotną rolę w partyzantce wolnościowej pierwszych lat władzy ludowej i było, a właściwie jest do dziś jednym z ulubionych tematów komunistycznej propagandy, jako „zrzeszenie zdrajców", „agenci CIA", „terroryści" etc. Stowarzyszenie, nie trzeba dodawać, jest od 1975 roku do dziś nielegalne.

Robert Krzysztoń
Ton Van Anh